Wspomnienia z Egiptu

Hotel i plaża
Na statku
Safari

Kliknij na obrazek, aby go powiększyć.

HOTEL I PLAŻA

Do Egiptu polecieliśmy 31.08.2005, a więc dokładnie w trzecią rocznicę ślubu moich rodziców.


Egipt przywitał nas uderzeniem gorąca, tak dużym, że wydawało się, że nie ma czym oddychać.
Zakwaterowano nas w hotelu Royal Palace na parterze bungalowa.



Codziennie rano po śniadanku wychodziliśmy na plażę.


Nareszcie miałem dla siebie oboje rodziców.




Ale najważniejsze oczywiście były baby.




I to nie tylko takie piaskowe ... :))




Niegroźny był mi nawet przypływ.


Śmietniki strasznie mnie intrygowały. Nawet przy nich pozowałem.


Po południowej drzemce chodziliśmy na spacery plażą i leżakowaliśmy.



Zapomniałbym wspomnieć o placu zabaw.


Wieczorem po obiadokolacji chodziliśmy na disco lub do centrum Hurghady - Sakali.






Szczególnie upodobałem sobie fontanny i bieganie po deptaku.




Powrót do góry

NA STATKU

Gdy rodzice zdecydowali się na nurkowanie byli pełni obaw jak sobie poradzą no i jak ja zniosę podróż na statku.
Ale, to była wymarzona podróż dla mnie. Czułem się jak prawdziwy wilk morski.
Od razu zwiedziłem wszystkie zakamarki: sprawdziłem wytrzymałość lin, co jakiś czas rzucając okiem przez okienko czy jest gdzie zacumować,
schody pokonałem kilkadziesiąt razy, doprowadzając mamę prawie do rozstroju nerwowego, no i oczywiście wziąłem się za stery.





Byłem jedynym dzieckiem na pokładzie, więc nie miałem żadnej konkurencji.
Wszyscy chcieli się ze mną bawić, robili do mnie różne śmieszne miny
(jednego pana to się nawet bałem i gdy tylko go widziałem chowałem się za plecy mamy),
ale z resztą to trzymałem sztamę. Mówiono na mnie James Bond. Ciekawe dlaczego?



Gdy przyszedł czas na nurkowanie osobiście dobierałem sprzęt rodzicom: płetwy, maski i takie tam.



Nie wiedziałem tylko, że mama o mnie zapomni i nie weźmie mnie na podwodną eskapadę.
Wtedy to się rozpłakałem. No bo przecież, ja też bardzo lubię rybki, a pod wodą podobno było ich mnóstwo.
I to bardzo kolorowych. No, a Wy byście się nie zdenerwowali?
Cóż może jak trochę podrosnę mama pozwoli i mi zanurkować. Widziałem, że rodzicom się to bardzo podobało, więc kto wie?



Można było również posnoorkować.


Rejs trwał bardzo długo, więc i mi i części załogi zdarzyło się zasnąć.


Powrót do góry

SAFARI

Tym razem pojechaliśmy na safari na pustynię.
Rodzice znów byli pełni obaw co do mojej osoby, a ja znów zachowałem się jak pradziwy podróżnik.
Najtrudniejsza (oczywiście dla moich rodziców) była jazda do wioski beduinów,
a to dlatego, że jak zwykle nie mogłem usiedzieć w miejscu.
Na szczęście niemieckie dzieci jadące z nami poczęstowały mnie herbatnikami
(tak naprawdę to zjadłem ich bardzo bardzo dużo i moi rodzice troszkę się za mnie wstydzili, ale to już inna bajka),
więc skupiłem się na pogryzaniu smakołyków, dając trochę rodzicom spokoju.




Na chwilę zatrzymaliśmy się by popodziwiać fotomorganę (widać na powiększeniu)


I ruszyliśmy dalej.


W wiosce beduinów wsiadłem z mamą na wielbłąda.
Było strasznie wysoko i mama bała się, że spadnie, za to ja byłem nad wyraz spokojny.


Potem to już wszędzie było mnie pełno.
Po przejażdżce wielbłądem zaprzyjaźniłem się z osiołkiem i dziećmi beduinów.



W sklepiku z pamiątkami chciałem trochę uporządkować kartonowe pudła, ale mama dziwnie się denerwowała.
Koniecznie też chciałem wejść do meczetu i zupełnie nie rozumiałem dlaczego dorośli mi tak tego bronią.
Zaprzyjaźniłem się też z kamerzystą, który zapomniał chyba że innych też by wypadało nakręcić.


Wieczorem weszliśmy na górę obejrzeć zachód słońca.




Następnie udaliśmy się na poczęstunek i zasiedliśmy by oglądnąć mały pokaz przygotowany dla nas przez beduinów.
Mama zachęcała mnie bym zatańczył i ja, ale tym razem odwaga mnie trochę opuściła.
Oczywiście znów byłem numerem jeden całej wycieczki, szczególnie jeden pan mi dał to do zrozumienia powtarzając tylko
"You are the best", "You are the one". W drodze powrotnej nie przeszkadzałem już nikomu.
Mimo, że trzęsło okropnie, obudziłem się dopiero pod hotelem, by tam zasnąć już na dobre.


Powrót do góry