Krótka historia życia Marcinka
25.03.2007
g.22:00 Skurcze porodowe, karetka zawozi mnie do szpitala, na izbie przyjęć biurokracja trwa wieki, a ja wciąż nie dostaję nic na powstrzymanie skurczy. Nareszcie zostaję przyjęta na porodówkę i podłączona do kroplówki.
26.03.2007
godziny poranne - skurcze ustają, lekarze z kroplówki przestawiają mnie na leki, usg wykazuje skrócenie szyjki macicy z 40 do 17 mm
godzina 21:00 ponowne skurcze, badanie wykazuje rozwarcie na 7cm !!! akcja rozwinęła się potajemnie, stajemy przed wyborem: cesarka czy walka o kolejne godziny pozwalające na zadziałanie leków na rozwój płuc maluszka. Wyboru dokunujemy przez łzy w porozumieniu z mężem, którego nie wpuszczono na porodówkę, przez telefon komórkowy.
27.03.2007
Dramatyczna walka o godziny pod kolejnymi kroplówkami, każdy ruch powoduje nasilenie skurczy, które nad ranem stają się coraz silniejsze i częstsze: 4:00, 5:00, 5:30, 5:50, ... w wielkim bólu nasz synek o 6:12 przychodzi na świat. Przez łzy cieszę się słysząc jego pierwszy krzyk. Maluszek waży 1080g i mierzy 39 cm. Do wieczora razem z mężem czekamy by móc go zobaczyć. Po raz pierwszy wchodzimy na erkę. Nasz synek leży w inkubatorze, oddycha samodzielnie, jest dodatkowo wentylowany przez nos. Tak się cieszę, że nasza walka nie poszła na darmo. Jesteśmy oboje szczęśliwi mogąc dotknąć naszego synka, pogłaskać.
28.03.2007
Po porannej wizycie na erce dowiaduję się, że synek nie był w stanie długo oddychać sam. Zostaje zaintubowany, zdjęcie płuc wykazuje zapalenie, ale wydaje się być lepsze od tego z poprzedniego dnia. Nasz maluszek dostaje antybiotyki. W szpitalu zostaje wprowadzony zakaz odwiedzin ze względów epidemiologicznych. Grzesiu dowiaduje się, że ma braciszka.
29.03.2007
g. 7:00 stan naszego synka gwałtownie sie pogarsza: odma płuc, to usłyszałam od lekarki. Gdy go zobaczyłam byłam przerażona: jego drobnym ciałkiem wstrząsały silne drgawki, saturacja spadała, maksymalnie podkręcony tlen okazywał się niewystarczający. Decydujemy się na chrzest naszego synka z wody: na imię mu teraz Marcinek. Przez cały dzień razem z męzem czuwamy przy Marcinku. Na wieczór saturacja wzrasta, lekarka zmniejsza ilość tlenu, wierzymy ze teraz będzie już tylko lepiej.
30.03.2007
Marcinek nadal walczy z odmą płuc. Zostaje zmienione miejsce drenu, bo z jednej strony nadal odma jest duża. Marcinek nie ma już drgawek, saturacja utrzymuje się na stałym poziomie. Taty Marcinka znów nie wpuszczają na teren szpitala.

31.03.2007
g 4:00 Lekarka budzi mnie z wiadomością: Marcinek jest w stanie agonalnym. Dopiero teraz dowiaduję się, że Marcinek miał poprzedniego dnia wylew komorowy do mózgu III stopnia. Marcinek dzielnie walczy jeszcze parę godzin. Jego serduszko bije coraz słabiej. Naszą wyrocznią jest tylko ekran monitora i coraz częściej dobiegający nas alarmowy dźwięk, który w końcu przeradza się w ciągły pisk. Lekarka stwierdza smierć Marcinka, a nam wciąż wydaje się że on tylko śpi. Po raz pierwszy i ostatni mogę wziąść Marcinka na ręce. Razem z mężem spędzamy z nim jeszcze długie chwile. Teraz bez rurek, bez kabli widzimy jaki był piękny. Na koniec dostajemy jak butem w twarz: "idźcie już sobie", "proszę w poniedziałek zadzwonić sobie pod ten numer czy odbyła się sekcja zwłok".
|
|
27 marca 2007 roku w 29 tygodniu urodził się malutki chłopczyk.
W bólu czekałam na Twój pierwszy krzyk i usłyszałam ... krzyk najpiękniejszy pod słońcem ... krzyk, który dawał nadzieję ... 3 punkty w skali Apgar i 6 w kolejnych minutach.
Przez cały długi dzień czekałam by cię po raz pierwszy raz zobaczyć. Ja i Twój Tatuś. Byłeś taki maleńki ... Rozpacz mieszała się ze szczęściem ...
Czwartego dnia nasza nadzieja zgasła wraz z Tobą. Serca pękały nam na pół. Byliśmy z Tobą do ostatnich chwil, trzymając cię za Twoją drobną rączkę i głaszcząc Twoją śliczną główkę.
Wzięliśmy cię na ręce, ukołysaliśmy i złożyliśmy ostatnie pocałunki, ale Ty tego już nie czułeś.
Marcinku Aniołeczku, dlaczego?
Zapal świeczkę [*][*][*]
|
|